Co to za Serducho?

Tak to już bywa, że dobre pomysły przychodzą do głowy (za)późno. Tym razem było podobnie, a przynajmniej tak się wydawało. 

zdjęcie 1
  Pomysł na całą „akcje” powstał w czasie Świąt, po tym jak w TV zobaczyłam pewną reklamę. Niestety, w domu rodziców, w którym razem z Areskiem spędzaliśmy Święta nie mieliśmy sprzętu, niezbędnego do rozpoczęcia przedsięwzięcia. Plan, był, więc taki, żeby zacząć działać zaraz po powrocie do Olsztyna. Oprócz sprzętu malarskiego, który z grubsza mamy skompletowany, potrzebna była również jakaś, w miarę dobra, aparatura do zarejestrowania naszych poczynań (aparat? kamera?) oraz jakaś dobra duszyczka, chętna aby ten sprzęt obsłużyć ;). Szybko okazało się, że tak wygórowanych wymagań nie da się spełnić przed końcem roku. No nic… damy radę! Szybka ustawka na pierwszy weekend nowego roku. Kamerę pożyczyłam od Lideczki, aparat od Ani, a Orłoś został oddelegowany na operatora sprzętu. 

Pierwsze przygotowania mały miejsce w piątek wieczorem – i już wtedy okazało się, że nie będzie tak łatwo jak mogłoby się wydawać. W związku z tym, że tym razem dzieło Aresa miło być wyjątkowo wyjątkowe (bo okazja też nie jest zwyczajna) – przygotowanie podkładu pod obraz i „zagruntowanie” go zajęły całkiem sporo czasu.

2

3

1,1

 

Następnego dnia, gdy wszystko dobrze wyschło, można było zabrać się za rysowanie, wycinanie i przyklejanie szablonów liter, które na obrazie miały się znaleźć.

Kiedy w końcu wszystko było gotowe Ares mógł poszaleć i pokazać, na co go stać – w końcu to ON jest najważniejszym i niezbędnym elementem całego przedsięwzięcia. 

904

 

Mimo, że troszkę to trwało, bo zeszła nam na to niemal cała sobota, obraz w końcu był gotowy (a i materiału fotograficznego i filmowego było całkiem sporo).
Można by przypuszczać, że w tym momencie cała „akcja” mogłaby być uznana za zakończoną, ale przecież, jeśli ma być przynajmniej w miarę profesjonalnie, to trzeba jeszcze obrobić materiał filmowy. Eh…. montaż filmików… (brrr…). Zawsze zajmuje mi to zdecydowanie za dużo czasu, a tym razem dała jeszcze o sobie znać tzw. „złośliwość rzeczy martwych”. Mój komputer (wcale nie taki stary i naprawdę nie „zapchany”) nie był w stanie udźwignąć stawianych przed nim wymagań :/. Na szczęście znalazła się dobra duszyczka, która użyczyła mi swojego laptopa (:*). Mimo, że użyczone mi sprzęcicho działało dużo lepiej niż moje, to jednak szybkość funkcjonowania programu montażowego również pozostawała wiele do życzenia (elektronika to mnie chyba baaaardzo nie lubi ;P). W efekcie montaż krótkiego filmiku zajął mi niemal dwa dni i noc! (Tak – miałam ochotę kilka razy wyrzucić laptopa przez okno, ale ponieważ nie był mój troszkę mnie to powstrzymywało 😉 ;P )

Czy było warto? Jaki jest efekt? Oceńcie sami!

Aaaaaa… No i najważniejsze! O co to całe zamieszanie? No przecież to jasne! Ares Artysta maluje dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a co za tym idzie po raz pierwszy jego dzieło JEST NA SPRZEDAŻ!    >>>  TU  <<<
Aukcja
Ponieważ jest to niewątpliwie wyjątkowe wydarzenie, liczymy na Wasze zaangażowanie, zarówno w promocję jak i samą licytację 😉
PS.: Najnowszych informacji dotyczących tej sprawy wypatrujcie na NISZOWYM facebooku 😉

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Nisza dla zwierząt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *