ARES

O owczarku niemieckim marzyłam od zawsze. Najpierw moim „idolem” był Szarik Czterech Pancernych, potem Komisarz Rex ;).
Od bardzo dawna wierciłam dziurę w brzuchu rodzicom o takiego właśnie zwierzaka. Niestety bardzo długo nie byli przekonani do mojego pomysłu. Kiedy w końcu się zgodzili, było mi wszytko jedno skąd pies będzie pochodził (co niestety okazało się nie do końca dobrym podejściem).

Cudny maluszek pierwszego dnia w domu

Aresik – moja miłość – urodził się prawdopodobnie 23 sierpnia 2005 roku gdzieś na Śląsku. Kupiliśmy go od „hodowcy”, który handlował szczeniakami na giełdzie samochodowej.

Maleństwo przybyło do naszego domu 9 października. Był cudowny. Niestety bardzo szybko dało znać o sobie jego pochodzenie. Zwierzak był chudy, zarobaczony i miał straszną biegunkę. Przez tydzień dostawał kroplówki, żeby się nie odwodnić. W końcu (nie licząc jeszcze kilku zdrowotnych problemów) udało się go wyleczyć.
Już zdrowy szczeniaczek był jeszcze większą pozytywną iskierką w naszym domy. Gotowy do zabawy 24 godziny na dobę, z każdą istotą, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku.

Kiedy maluszek ozdrowiał  było go wszędzie pełno 😉

Zdecydowaliśmy, razem z rodzicami, że jest to odpowiedni moment, aby pomyśleć o szkoleniu. W końcu każdy odpowiedzialny właściciel chce mieć grzecznego i wychowanego psa. Wybraliśmy jedno z najpopularniejszych (w tamtych czasach) szkoleń w okolicy Gliwic.
To niestety To niestety był kolejny, wynikający z naszej niewiedzy, błąd. Trafiliśmy z młodziutkim szczeniakiem na tradycyjne szkolenie „kolczatkowe”. Nie było to szkolenie bardzo brutalne, ale opierało się głównie na karaniu psa za nieodpowiednie zachowanie. Przez dłuższy czas nie było widać żadnych negatywnych zmian w zachowaniu Aresa.
Kiedy nasz owczarek miał niecały rok wyjechaliśmy z nim na wieś na wakacje. Przez trzy tygodnie nie spotykał się z żadnymi psami. Po powrocie na Śląsk okazało się, że mój młodzieniec buntuje się przy spotkaniu z każdym nieznajomym, napotkanym na spacerze czworonogiem. Rady naszego dotychczasowego szkoleniowca okazały się niestety niezbyt pomocne. Po jakimś czasie sytuacja jeszcze się pogorszyła. Ares zaczął wykazywać agresywne zachowania również w stosunku do nieznanych mu ludzi.

Komenda „trzymaj” 🙂

W październiku 2006 roku rozpoczęłam studia. Przeprowadziliśmy się wiec z Aresikiem do Olsztyna. Ponieważ nie znałam tu nikogo, kto zajmowałby się psami zaczęłam wprowadzać zasady, o których wcześniej czytałam w różnych książkach. Ares uczestniczył w wielu „spotkaniach integracyjnych” z moimi nowymi znajomymi z uczelni. Dzięki temu bardzo ucywilizował się w stosunku do ludzi. Pomocne w tej kwestii było również pojawienie się na naszej drodze dziewczyny, która swojego problemowego psa resocjalizowała szkoleniem KLIKEREM.
Od czasu, kiedy poznaliśmy kliker nasza współpraca zaczęła układać się w zupełnie inny sposób. Znaleźliśmy nowy wspólny język. Razem bawimy się podczas nauki wciąż nowych, wspaniałych sztuczek.
Ares znowu zaczął być pozytywnie nastawiony do nowo poznanych ludzi. Teraz jest zwierzakiem radosnym, który chętnie zaprzyjaźnia się z każdym, kto nas odwiedza.
Zmiana stosunku Aresa do obcych psów okazała się trudniejsza. Mimo ogromnej pracy, jaką poczyniliśmy w tej kwestii do tej pory widoczne są konsekwencje kiedyś popełnionych błędów.

Mimo wielu potknięć i trudów, jakie napotkaliśmy na wspólnej drodze uważam, że Ares jest najcudowniejszym zwierzakiem na świecie. Jest przyjacielem, który sprawia, że każdy dzień jest bardziej kolorowy. Z takim towarzyszem życie nie może być nudne :).

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *